.

.

wtorek, 23 października 2012

Ciasny, ale własny...

Witajcie!

Wczorajszy dzień minął mi pod znakiem mycia okien, sprzątania, czyszczenia kwiatów. Ale to jeszcze nie koniec, dziś będzie powtórka z rozrywki. Najbardziej nienawidzę sprzątania pokoju dziewczyn. Jest tam tyle pierdółek i drobiazgów, które trzeba wziąć, przetrzeć ułożyć, że gdy kończę już nie mam sił na nic innego. Ale wczoraj się z tym uporałam. Część misiów została wydelegowana na strych, pokolorowane książeczki zapewniły świetną rozpałkę w piecu;-) No i masa karteczek, opakowań różnej maści, które Julcia zbiera z wielką namiętnością... Któregoś dnia muszę jeszcze dobrać się do szafy i zrobić trochę miejsca na zimowe ubrania.

Ale nie o tym chciałam... Od pewnego czasu kołatała mi się po głowie myśl żeby jakoś twórczo wykorzystać puste pomieszczenie, w którym docelowo ma powstać mała łazienka. Już nawet wszystko jest przygotowane, zaworki, odpływy i takie tam, ale na razie brak funduszy na wykończenie. w niedzielę podzieliłam się z M. moim pomysłem na zrobienie tam pracowni. Nie usłyszałam słowa sprzeciwu... Jednak potrzebne były pewne prace aby zaadaptować "łazienkę" na pracownię. Tak więc wczoraj, po powrocie M z pracy wzięliśmy się ostro do pracy. Ściany zostały zagruntowane rozwodnioną białą farbą (głownie po to by tynk się nie kruszył i nie kurzył). Na podłodze została rozłożona stara wykładzina. Do tego biurko, jakaś szafka... I wieczorem nastąpiła wielka przeprowadzka z kuchennego parapetu... Nie spodziewałam się, że mam aż tyle materiałów i przydasi. Ledwo się ze wszystkim zmieściłam. Jeszcze dziś zawisną nad głową półeczki.

Nie wklejam zdjęć, bo w sumie nie ma się czym chwalić. Pomieszczenie zalicza się do "klitek", Przez farbę przebija szarość tynku... Najważniejsze jest to, że kuchnia przestanie być wiecznie zawalona moimi gratami. Parapet odzyska swoją funkcję i zapanuje ogólny porządek, taką mam przynajmniej nadzieję;-)

Mam wrażenie, że i M zaczynało to wszystko przeszkadzać, choć nigdy mi tego nie powiedział. A teraz, nawet jak będę w twórczym szale, zamknę drzwi i nikt nie będzie tego widział...Chytry plan...;-)

Ale się rozpisałam... Ale chciałam się z Wami tym podzielić, bo naprawdę się cieszę z obrotu sytuacji. Jak to mówią "Ciasny ale własny kąt..."
Gratuluję i dziękuję wszystkim, którzy doczytali do końca. Mam nadzieję pokazać niedługo prace, które powstały już w "pracowni".

Miłego dnia!!!

12 komentarzy:

Mayanna pisze...

Ale Ci fajnie! też by mi się przydała taka klitka, nawet najmniejsza. Na razie wydzielam miejsce w kuchni - ciężko, ale da się:) Pozdrawiam!:)

Beata Szrajder pisze...

Super!!! Ja rozumiem Twoją radość! Ja w swoim nowym domu też zaklepałam sobie jedno pomieszczenie gospodarcze na pracownie! Też będzie ciasne ale własne!!!!
Życzę weny twórczej do działania w nowej pracowni!!!!

Elila pisze...

Dziękuję dziewczynki za miłe słowa! Mnie najbardziej przeszkadzało w kuchni, że jak ktoś przyszedł to musiałam wszystko sprzątać, potem znowu rozkładać...nie lubię tego.
Niestety mam świadomość, że "pracownia" to rozwiązanie tymczasowe i krótkoterminowe...;-(

mebelina pisze...

wspaniale! ja też okupuje kuchnie i trochę salonu i strasznie przeszkadza ten bałagan:( najlepiej nie pozwól żeby tam powstała łazienka:D Najgorzej chyba mieć swój kąt i go stracić niż nie mieć go w ogóle:(

Avrea pisze...

fajnie ,ze masz swój kacik :)
pozdrawiam
Ag

Wyspa moich snów pisze...

Mój mąż zagospodarował w zeszłej zimy pokój w piwnicy:-) Teraz mam sporo miejsc, ale nadal mam "twórczy" nieporządek :p

Baśka pisze...

Oj ja czekam aż mój mąż się wkurzy i może wymyśli mi jakieś małe co nieco hi,hi.
Pozdrawiam i zapraszam po odbiór wyróżnienia:)

aniuta pisze...

Super, że masz swój kącik do pracy!!!
Nawet, jeśli jest malutki:)

Jolanta Klich pisze...

super! wiem ile to znaczy :-)
a swoją drogą to moje koszyki często wystawione są na widok gości-nawet jeszcze w postaci rurek ;-) jak się komuś nie podoba to trudno :-/ a mnie najbardziej denerwuje to składanie i rozkładanie...

Paulina pisze...

gratuluje swoejej pracowni ja mam swój kacik tez ciasny ale moze byc ... jak domek wybudujemy to juz pracownaia bedzie z prawdziwego zdazenia ... ale sie namęczyłas pzry skłądaniu ... to M. musi byc zachwycony porzadkiem w kuchni ... pozdrawiam ciepluteńko

Ewelina pisze...

Zazdroszczę swojego kąta, bo my oboje z Mężem potykamy się o swoje graty ;)

inspiracje młodej mamy pisze...

Witaj!
Gratuluję pomysłu przeprowadzki swoich przydasi.
Powiem Ci szczerze że i u mnie by sie taki kąt przydał. Jak narazie mam taki mały wózek i na nim mam wszystko poukładane. Jak ktoś przyjedzie ogarniam ze stołu i z nim wyjeżdżam.
Masz rację "ciasny, ale własny kącik" - i wszyscy zadowoleni. Zobaczysz teraz to już tylko bedą inspiracje jak go dalej urządzić w półeczki i koszyczki.gorąco pozdrawiam Monia